niedziela, 9 czerwca 2019

Pulpeciki z młodą kapustą

Najlepsze dania to takie, które można umieścić w kategorii "Szybkie, tanie, proste, smaczne i zdrowe". Przepis idealny!

Nigdy nie lubiłam klopsików czy pulpecików w sosie pomidorowym. Ostatnio przeglądając czeluści internetu wpadłam na pomysł, aby udusić pulpeciki razem z kapustą. Połączenie wydawało się proste i smaczne. Wykonanie okazało się banalne, zapachy nęciły, całość okazała się bardzo smaczna i sycąca.


Składniki (4 porcje):

Wartości odżywcze podane na 1 porcję:
334 kcal B/T/W 34,6/10/30.8
  • Pół główki młodej kapusty,
  • pół pęczku koperku,
  • mięso mielone z szynki wieprzowej - 500 g (wychodzi 12 pulpecików),
  • jajko - 1 sztuka (ok.50g),
  • mąka pełnoziarnista pszenna typ 1850 - 2 łyżki,
  • masło - pół łyżeczki,
  • sół himalajska - 1 szczypta,
  • kurkuma - 2 szczypty,
  • papryka czerwona słodka - 2 szczypty.

Kapustę szatkujemy, wrzucamy do garnka (u mnie do szybkowaru), podlewamy wodą i dusimy (w szybkowarze: zalać 0,5l wody, dodać sól i masło, zamknąć szczelnie. Ustawiłam na 1 stopień, zagotowałam i dusiłam ok. 10 minut od momentu, kiedy zamknął się szybkowar). Młoda kapusta nie potrzebuje wiele czasu, aby ładnie zmięknąć. 
W tym czasie przygotowałam mięso: dodałam przyprawy, jajko i mąkę i porządnie wymierzałam na gładką masę bez grudek. Uformowałam 12 niewielkich kuleczek, zrumieniłam je delikatnie na patelni. Gdy kapusta się poddusiła, otworzyłam szybkowar (po uprzednim spuszczeniu ciśnienia), dorzuciłam pokrojony koperek i pulpeciki. Wszystko razem gotowało się jeszcze 10 minut.

Danie wyszło obłędne. Kapusta pyszna, delikatna. Pulpeciki wilgotne, lekkie i bardzo smaczne. Można do masy mięsnej dodać jeszcze pokrojoną natkę pietruszki, jak ktoś lubi. Mi jej tu brakowało. :)


Danie na zdjęciu to wczorajsze, odgrzane młode ziemniaczki (o ziemniakach i jedzeniu wczorajszych jeszcze będę pisać, sama muszę to zrozumieć ;) ), do tego kapusta i 3 pulpeciki. Posiłek trzeba  zbilansować o źródło białka, można dodać kefir. 

Kto lubi takie wiosenno-letnie dania? :)

niedziela, 26 maja 2019

Pełnoziarniste naleśniki z truskawkami

Przełom wiosny i lata to mój ulubiony czas.
W sklepach znajdziemy wtedy produkty najlepsze dla insulinoopornych. Borówki, truskawki... Mniam.

Dziś dodaję przepis na moje ulubione danie. Może być śniadaniem lub deserem. To smak dzieciństwa w wersji bardziej dla IO. :)

To danie idealnie nadaje się do lunchboxa do pracy czy na uczelnię.




Czego potrzebujemy:

Naleśniki (składniki na 4 sztuki). 

Wartości odżywcze podane na 1 porcję:
134 kcal B/T/W 6,3/3,7/17,2

  • mąka pełnoziarnista pszenna typ 185 - 100 g
  • mleko 1,5% (ja piję bez laktozy) - 200 ml
  • 1 jajko - ok. 50 g
  • woda - 50 ml
  • olej rzepakowy - 5 g
  • szczypta soli
Wszystkie składniki dokładnie miksujemy na gładką masę naleśnikową. Ja smażę na zwykłej patelni, dodatek oleju w masie sprawi, że naleśniki nie będą przywierać. Nie trzeba dodatkowo lać oleju na patelnię. 
Bałam się naleśników bez dodatku słodkich składników, jednak wyszły przepyszne! Nawet mąż porwał  mi jednego, jeszcze ciepłego z talerza. :)

Mąka pełnoziarnista pszenna ma indeks glikemiczny IG=50, zatem jest zalecana dla osób z IO. 


Dodatki:

Tym razem do lunchboxa dodałam:
  • truskawki pokrojone w plasterki - 60 g
  • sos truskawkowy, który powstał ze zblendowanych truskawek (90g i jogurtu naturalnego 30g). Do sosu dorzuciłam 6 g orzechów włoskich, drobno posiekanych.


Powyższy lunchbox to 400kcal B/T/W 16,7/12,4/54,7.

Na pewno nie jest to jeszcze idealny posiłek, ale jak pisałam - dopiero się uczę. Najtrudniejsza jest dla mnie zmiana nawyków, unikanie cukru (w każdej postaci). Myślę, że każdy kolejny posiłek będzie lepiej skomponowany. Ważne, aby wykonać krok w stronę zdrowia.


Bon Appétit!

Diagnoza IO - wyrok?

Nawet nie chcę zliczyć u ilu lekarzy byłam...

Zaczęło się kilka lat temu. Mimo iż nie zmieniłam nic w swoim życiu, zaczęłam niekontrolowanie tyć. Tydzień w tydzień ubrania mniejsze, samopoczucie straszne, cera ziemista i szara. Lekarz stwierdził "Pani się za bardzo stresuje, może relaksologia?"... Pozostawię to bez komentarza..

Wiedziałam, że coś mi jest, więc szukałam lekarza, który uwierzy w moje przeczucia. W końcu kto, jak nie ja, lepiej znam moje ciało? Udało mi się prywatnie dostać do dobrej lekarki w moim mieście. Zlecone wyniki wykazały niedoczynność tarczycy. To na minus. Na plus można uznać, że to nie Hashimoto...

Zaczęło się leczenie, korygowanie dawki leku, lepsze lub gorsze dni, wiara, że leczenie unormuje organizm. Szukałam też diety dla mnie. Wizyta u dietetyka, dieta bezglutenowa, brak efektów. Kolejna wizyta u dietetyka, tym razem dieta low-carb, znów brak efektów. I tak mijały sobie kolejne miesiące, diety, ćwiczenia, a waga cały czas szybowała w górę... Załamanie nerwowe towarzyszyło mi każdego dnia.

Życie tak mi się poukładało (starania o dziecko, brak efektów, wszystkie powyższe problemy), że trafiłam pod skrzydła innej lekarki. Ta zleciła komplet badań. Takich, jakich nigdy wcześniej żaden lekarz mi nie zlecił.

Witamina D (leżała na dnie i kwiczała), krzywe: glukozowa i insulinowa (glukoza w normie, insulina za wysoka..), prolaktyna (za wysoka), pełen pakiet tarczycowy (TSH do poprawy, FT3, FT4, antyTPO, antyTG - w noemie, jedyne pocieszenie) i kilka innych (w normie).
Analiza wyników potwierdziła to, co od dawna spędzało mi sen z powiek, a czego nie dostrzegli i nie zdiagnozowali poprzedni lekarze - insulinooporność.

Jak cios w głowę. Niedoczynność tarczycy plus insulinooporność. Jak mam żyć, co mam robić, co mam jeść, jak w to wciągnąć męża - te wszystkie pytania kłębiły mi się w głowie. Dostałam leki,  zalecenie zmiany diety i mądrą aktywność fizyczną.
Szczęście w nieszczęściu, Pani Doktor współpracuje z dietetykiem. Wspólnie prowadzą swoich pacjentów.

Wizyta u dietetyka przebiegła zaskakująco przyjemnie. Nie było ciągłego "nie wolno, nie może Pani, tego nie jeść". Zdania wypowiadane przez cudowną Panią Dietetyk były jak miód na moje udręczone już ciągłymi dietami serce. Dieta z niskim indeksem glikemicznym. Nie, stop! Nie dieta. To zmiana nawyków żywieniowych. Nauka komponowania talerza mądrze, kolorowo i smacznie. Do głosu w mojej kuchni doszła tabela wartości IG. Mam w sobie bardzo dużo samozaparcia i chęć zawalczenia z tą chorobą. Da się ją pokonać, bo można znów uwrażliwić komórki na insulinę.

Trening też musiałam zmienić. Nie można wylewać siódmych potów na siłowni, 2-3 godziny ćwiczeń przynoszą odwrotny efekt, Krótkie spotkanie z fajną trenerką, ułożony trening pod IO i do boju. Za dwa tygodnie kontrola czy to działa. Wierzę, że zadziała. Wierzę, że tę walkę wygram.

To własnie będę się starać robić. Walczyć o siebie. Nie pozwolę, aby diagnoza była równoznaczna z wyrokiem. :)

Blog jest osobistym zapisem codziennej walki z IO i niedoczynnością.
Nie jestem dietetykiem ani lekarzem, sama się uczę cały czas.

Niech moc będzie z nami. <3